Zeznania zabójców cz.1 Początek
sobota, 29 listopada 2014
Nikt nie komentuje.
Hej! Mam ostatnio mało czasu i niezbyt mam kiedy pisać, w dodatku nie ma żadnych komentarzy więc nie wiem czy jest sens w ogóle to dalej ciągnąć.
wtorek, 25 listopada 2014
Rozdział dwudziesty-pierwszy
Byłam roztrzęsiona przez to co przed chwilą widziałam. Z nerwów zaczęła mnie boleć głowa. Nie chcąc rozczarować przyjaciół i zdobyć trochę czasu na zapanowanie nad emocjami, przeniosłam się do Dormu. Była wczesna noc i chłopcy już zapewne spali.
Zeszłam na dół i ubrana w piżamę, wyszłam na taras. Usiadłam na jego brzegu i rozejrzałam się dookoła. Ogród był otoczony drzewami. Posadzono tu krzaki białych i żółtych róż. Pod płotem stała dwuosobowa chuśtawka. Uznałam że lepiej się przenieść na nią. Trawa łaskotała moje nagie stopy, było tu tak spokojnie. Usiadłam po turecku na chłodnym drewnie i zaczęłam się delikatnie chuśtać. Starałam się nie myśleć o niczym, poprostu próbowałam się uspokoić.
Czemu chciała go nafaszerować afrodyzjakiem? Wydawało mi się to okropne i okrutne. Choć wolałam nie wiedzieć co się stało z kobietą, to umiałam zrozumieć zachowanie Deamona. Tylko co on tam robił? Skoro tak nią gardził to czemu spędzał z nią czas? Musiał? Westchnęłam. Chyba nie uda mi się tego zrozumieć. Może mogłam go o to spytać? Nie, to raczej nie był dobry pomysł.
Musiałam przysnąć, ponieważ obudziłam się lekko zdezorientowana i księżyc zdążył już zmienić swoją pozycję na niebie.
Naszła mnie myśl, by sprawdzić co u Deamona.
Leżał w łożku wyraźnie obolały. Nie mogłam jednoznacznie ustalić skąd dochodził ból, ale był wyjątkowo silny.
-Znwo ty? - zapytał w myslach.
Przez chwilę nie wiedziałam co odpowiedzieć, wię zdecydowałam się na najprostrzą wersję.
- Tak.
- Spodziewałem się, że po tym co zobaczyłaś nie wrócisz za szybko. O ile w ogóle.
- Chciałam się o coś zapytać, to dlatego tu jestem. - Choć rzeczywiście byłam poprostu ciekawa co wydarzyło się po moich odwiedzinach.
- Dobrze, o co chciałaś spytać?- Zdziwiła mnie jego łagodność w tej chwili, oraz to, że był skory mi odpowiedzieć. - Po tym wszystkim co zafundowałem twojej osobie, myślę, że jestem ci coś winien.
- Ta moneta, ta którą dałeś mi we śnie. Po co to zrobiłeś?
- Dałem ci medalion? Uznajmy że miałem swoje powody, ale to już nie ważne. - Czyli jednak nie jest skory mi odpowiedzieć.
- Dla mnie tak. Szczególnie, że nagle dość często pojawiam się w głowie obcego mężczyzny. - Wyczułam jego irytacje.
- A myślisz że mnie cieszy ktoś obcy w moim ciele? - Wow, ktoś tu jest nerwowy. - Posłuchaj, o ile nie posiadasz umiejętności uzdrawiania, to spieprzaj z łaski swojej.
Cholera czy uda mi się coś z niego wyciągnąć?
- Nie liczyłbym na to.
- Słyszysz moje myśli?
- Od jakiegoś czasu, tak.- Cholera, cholera, cholera! Co innego moje myśli skierowane do niego, ale tak? Niezbyt komfortowo się z tym czułam.
- Witaj w drużynie w takim razie. - Wydawał się rozbawiony moim skarżeniem się.
- Nie ważne. Masz na imię Deamon, prawda? - Wydawał mi się to jedyny w miarę neutralny i szybki do wymyślenia temat.
- Skoro ktoś do mnie tak mówił to raczej tak - prychnął. Ciężki człowiek.
- Człowiek nie, co do reszty... To czy masz rację, nie wnikam. A jak ty masz na imię? - Poczułam że delikatnie bada mój umysł.
- Won z ręk... Z mózgiem od mojego. Na imię mam Amy. - O co jeszcze mogłabym zapytać?- To zwierze z stajni. To twój koń?
- Tak. Nazywa się Daham. - Czułam, że Deamonowi mocno doskwiera ból i że rozmową próbuje odwrócić swoją uwagę od niego.
- Jest... Piękny - powiedziałam w sumie prawdę, pomijając tylko moje inne spostrzeżenia.
- Hah. Tak poprostu piękny? Bez żadnego przerażający, bądź potworny? - Wydaje mi się, że było z nim trochę gorzej i nie mógł się skupić na tyle by odczytywać moje prywatne myśli.
- Jest trochę straszny, ale w stosunku do ciebie wydawał się przyjazny.- To także była prawda, w jego spojrzeniu skierowanemu na właściciela widziałam oddanie i zaufanie.
- Przyjazny. Tak, możliwe.- Wydaje mi się, że już trochę odpływał.
- Chyba dam ci już odpocząć. - stwierdziłam czując się także senna. Tyle tylko, że ja mogłam uciec od jego bólu i pójść spokojnie spać. Wpadłam na pewną szaloną i zupełnie niebespieczną myśl. - Czy ty umiałbyś przenieść się do mojego ciała?
- Um? Tak, chyba tak. - Choć sama nie wiem czy rzeczywiście miałby problemy z snem w związku z bólem. Był taki zmęczony.
- Może wolałbyś odpocząc w moim ciele? - To było dziwne. - Wiesz ja nie jestem tak obolała, jak ty. Może byłoby ci wygodniej. - Zresztą w tym stanie wydawał się taki bezbronny.
Był zdziwiony moją propozycją, ale spróbował się przeniść do mnie. Pomogłam mu i już po chwiki siedzieliśmy na chuśtawce. Deamon był zdziwiony naszym otoczeniem, ale siedział cicho. Na dworzu było zimno i nie zdziwię się jeżeli przez to siedzenie tu, przeziębię się. Zawlokłam nas do łóżka. Usypiałam już, gdy w mojej głowie odezwał się głos.
- Dziękuję Amy.
Potem usneliśmy.
Zeszłam na dół i ubrana w piżamę, wyszłam na taras. Usiadłam na jego brzegu i rozejrzałam się dookoła. Ogród był otoczony drzewami. Posadzono tu krzaki białych i żółtych róż. Pod płotem stała dwuosobowa chuśtawka. Uznałam że lepiej się przenieść na nią. Trawa łaskotała moje nagie stopy, było tu tak spokojnie. Usiadłam po turecku na chłodnym drewnie i zaczęłam się delikatnie chuśtać. Starałam się nie myśleć o niczym, poprostu próbowałam się uspokoić.
Czemu chciała go nafaszerować afrodyzjakiem? Wydawało mi się to okropne i okrutne. Choć wolałam nie wiedzieć co się stało z kobietą, to umiałam zrozumieć zachowanie Deamona. Tylko co on tam robił? Skoro tak nią gardził to czemu spędzał z nią czas? Musiał? Westchnęłam. Chyba nie uda mi się tego zrozumieć. Może mogłam go o to spytać? Nie, to raczej nie był dobry pomysł.
Musiałam przysnąć, ponieważ obudziłam się lekko zdezorientowana i księżyc zdążył już zmienić swoją pozycję na niebie.
Naszła mnie myśl, by sprawdzić co u Deamona.
Leżał w łożku wyraźnie obolały. Nie mogłam jednoznacznie ustalić skąd dochodził ból, ale był wyjątkowo silny.
-Znwo ty? - zapytał w myslach.
Przez chwilę nie wiedziałam co odpowiedzieć, wię zdecydowałam się na najprostrzą wersję.
- Tak.
- Spodziewałem się, że po tym co zobaczyłaś nie wrócisz za szybko. O ile w ogóle.
- Chciałam się o coś zapytać, to dlatego tu jestem. - Choć rzeczywiście byłam poprostu ciekawa co wydarzyło się po moich odwiedzinach.
- Dobrze, o co chciałaś spytać?- Zdziwiła mnie jego łagodność w tej chwili, oraz to, że był skory mi odpowiedzieć. - Po tym wszystkim co zafundowałem twojej osobie, myślę, że jestem ci coś winien.
- Ta moneta, ta którą dałeś mi we śnie. Po co to zrobiłeś?
- Dałem ci medalion? Uznajmy że miałem swoje powody, ale to już nie ważne. - Czyli jednak nie jest skory mi odpowiedzieć.
- Dla mnie tak. Szczególnie, że nagle dość często pojawiam się w głowie obcego mężczyzny. - Wyczułam jego irytacje.
- A myślisz że mnie cieszy ktoś obcy w moim ciele? - Wow, ktoś tu jest nerwowy. - Posłuchaj, o ile nie posiadasz umiejętności uzdrawiania, to spieprzaj z łaski swojej.
Cholera czy uda mi się coś z niego wyciągnąć?
- Nie liczyłbym na to.
- Słyszysz moje myśli?
- Od jakiegoś czasu, tak.- Cholera, cholera, cholera! Co innego moje myśli skierowane do niego, ale tak? Niezbyt komfortowo się z tym czułam.
- Witaj w drużynie w takim razie. - Wydawał się rozbawiony moim skarżeniem się.
- Nie ważne. Masz na imię Deamon, prawda? - Wydawał mi się to jedyny w miarę neutralny i szybki do wymyślenia temat.
- Skoro ktoś do mnie tak mówił to raczej tak - prychnął. Ciężki człowiek.
- Człowiek nie, co do reszty... To czy masz rację, nie wnikam. A jak ty masz na imię? - Poczułam że delikatnie bada mój umysł.
- Won z ręk... Z mózgiem od mojego. Na imię mam Amy. - O co jeszcze mogłabym zapytać?- To zwierze z stajni. To twój koń?
- Tak. Nazywa się Daham. - Czułam, że Deamonowi mocno doskwiera ból i że rozmową próbuje odwrócić swoją uwagę od niego.
- Jest... Piękny - powiedziałam w sumie prawdę, pomijając tylko moje inne spostrzeżenia.
- Hah. Tak poprostu piękny? Bez żadnego przerażający, bądź potworny? - Wydaje mi się, że było z nim trochę gorzej i nie mógł się skupić na tyle by odczytywać moje prywatne myśli.
- Jest trochę straszny, ale w stosunku do ciebie wydawał się przyjazny.- To także była prawda, w jego spojrzeniu skierowanemu na właściciela widziałam oddanie i zaufanie.
- Przyjazny. Tak, możliwe.- Wydaje mi się, że już trochę odpływał.
- Chyba dam ci już odpocząć. - stwierdziłam czując się także senna. Tyle tylko, że ja mogłam uciec od jego bólu i pójść spokojnie spać. Wpadłam na pewną szaloną i zupełnie niebespieczną myśl. - Czy ty umiałbyś przenieść się do mojego ciała?
- Um? Tak, chyba tak. - Choć sama nie wiem czy rzeczywiście miałby problemy z snem w związku z bólem. Był taki zmęczony.
- Może wolałbyś odpocząc w moim ciele? - To było dziwne. - Wiesz ja nie jestem tak obolała, jak ty. Może byłoby ci wygodniej. - Zresztą w tym stanie wydawał się taki bezbronny.
Był zdziwiony moją propozycją, ale spróbował się przeniść do mnie. Pomogłam mu i już po chwiki siedzieliśmy na chuśtawce. Deamon był zdziwiony naszym otoczeniem, ale siedział cicho. Na dworzu było zimno i nie zdziwię się jeżeli przez to siedzenie tu, przeziębię się. Zawlokłam nas do łóżka. Usypiałam już, gdy w mojej głowie odezwał się głos.
- Dziękuję Amy.
Potem usneliśmy.
Rozdział dwudziesty
Szykowałam się na wyjście do kina z Jess i Tomem, gdy nagle to poczułam. Znowu to samo uczucie z parapetu.
Stałam na środku przyciemnionego pokoju. W tle ględziła jakaś kobieta. Spojrzeliśmy na nią niechętnie. Zauważyłam że ma na sobie sukienkę, która zakrywała tyle, że równie dobrze mogłoby jej tam nie być.
- Deamonie musimy kiedyś zjeść razem kolację i może od razu śniadanie. - Spojrzała na niego spod rzęs, nieudolnie imitując uwodzenie.
Poczułam przypływ jego pogardy dla niej. Próbowała się przed nim wdzięczyć jak gdyby sądziła że wywrze tym jakiekolwiek wrażenie.
Suka.
Po raz pierwszy usłyszałam jego myśl. Połączenie przybierało na sile.
Kobieta dalej coś ględziła, ale chyba oboje jej nie słuchaliśmy. Deamon. Więc tak ma na imię. Rozglądał się teraz znudzony po pokoju. Na ścianie wisiało duże lustro.
Och, więc lubi patrzyć? Świetnie, kurwa.
Znowu te jego myśli. Na co patrzeć?
Deamon znowu spojrzał w lustro. Cholera, był powalający. Wysoki, szeroki w ramionach i wąski w biodrach. Pomimo dość dużej ilości ubioru, widać było, że często ćwiczy i dba o siebie. Złotawa barwa skóry idealnie komponowała się z brązowo-czarnymi włosami. Posiadał prosty nos, wysoko osadzone kości policzkowe i uwydatnioną linię szczęki. I te oczy. Ciemno-fioletowe ze złotymi plamkami, patrzyły drapieżnie. Odchylił delikatnie głowę do tyłu i spojrzał wyzywająco, wykrzywił usta w półuśmiechu.
Podoba się?
Znowu usłyszałam jego myśli.
- Napijesz się wina? - zapytała kobieta.
- Z chęcią. - Nie wiem czy robił to z grzeczności, czy chciał po prostu umilić sobie jakkolwiek ten wieczór.
Idąc po wino, specjalnie się o niego otarła. Zesztywniał i poczułam, że po jego ciele przebiegły dreszcze. Ze wściekłości zacisnął pięści, ale siłą woli powstrzymywał się od użycia siły.
Zaczeła mu nalewać wina, gdy poczuliśmy ostrawy zapach. Deamon bez wątpienia miał świetny węch. Niecałą sekundę potem znalazł się przy niej, chwytając jej rękę w żelaznym uścisku. Drżał z wściekłości.
- Czego chciałaś tam nalać suko? - wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Wina - powiedziała drżącym głosem.
Deamon zaśmiał się, śmiechem mrożącym krew w żyłach.
- Ależ oczywiście. A poza tym?- spytał łagodnym głosem, niepasującym do siły z jaką ściskał jej rękę.
- Nic? - wysapała.
- Ach skoro nie wiesz, to może to sprawdzimy? - Podał jej kieliszek. - Pij.
Spojrzała na niego z strachem, ale posłuchałam.
- Czy teraz wiesz już co mi dolałaś do picia, kurwo?
- Tak.
-Co? - Nie zwalniał uścisku z jej ręki. Pochylił się tak, że ich twarze dzieliły centymetry.
- Afrodyzjak. - Mocniej ścisnął jej rękę.
Pomyślałam że muszę uciekać. Spróbowałam. Nic.
Chwycił ją.
Znowu próbowałam, ale byłam coraz to bardziej roztrzęsiona.
Rzucił. O ścianę.
Nie mogłam się skupić. Tak bardzo chciałam uciec, ale byłam sparaliżowana strachem.
Ponownie chwycił. I rzucił na łóżko.
NIE! Wrzasnełam w duchu.
Tak. Odpowiedział spokojnie i wyrzucił mnie z swojej głowy.
Stałam na środku przyciemnionego pokoju. W tle ględziła jakaś kobieta. Spojrzeliśmy na nią niechętnie. Zauważyłam że ma na sobie sukienkę, która zakrywała tyle, że równie dobrze mogłoby jej tam nie być.
- Deamonie musimy kiedyś zjeść razem kolację i może od razu śniadanie. - Spojrzała na niego spod rzęs, nieudolnie imitując uwodzenie.
Poczułam przypływ jego pogardy dla niej. Próbowała się przed nim wdzięczyć jak gdyby sądziła że wywrze tym jakiekolwiek wrażenie.
Suka.
Po raz pierwszy usłyszałam jego myśl. Połączenie przybierało na sile.
Kobieta dalej coś ględziła, ale chyba oboje jej nie słuchaliśmy. Deamon. Więc tak ma na imię. Rozglądał się teraz znudzony po pokoju. Na ścianie wisiało duże lustro.
Och, więc lubi patrzyć? Świetnie, kurwa.
Znowu te jego myśli. Na co patrzeć?
Deamon znowu spojrzał w lustro. Cholera, był powalający. Wysoki, szeroki w ramionach i wąski w biodrach. Pomimo dość dużej ilości ubioru, widać było, że często ćwiczy i dba o siebie. Złotawa barwa skóry idealnie komponowała się z brązowo-czarnymi włosami. Posiadał prosty nos, wysoko osadzone kości policzkowe i uwydatnioną linię szczęki. I te oczy. Ciemno-fioletowe ze złotymi plamkami, patrzyły drapieżnie. Odchylił delikatnie głowę do tyłu i spojrzał wyzywająco, wykrzywił usta w półuśmiechu.
Podoba się?
Znowu usłyszałam jego myśli.
- Napijesz się wina? - zapytała kobieta.
- Z chęcią. - Nie wiem czy robił to z grzeczności, czy chciał po prostu umilić sobie jakkolwiek ten wieczór.
Idąc po wino, specjalnie się o niego otarła. Zesztywniał i poczułam, że po jego ciele przebiegły dreszcze. Ze wściekłości zacisnął pięści, ale siłą woli powstrzymywał się od użycia siły.
Zaczeła mu nalewać wina, gdy poczuliśmy ostrawy zapach. Deamon bez wątpienia miał świetny węch. Niecałą sekundę potem znalazł się przy niej, chwytając jej rękę w żelaznym uścisku. Drżał z wściekłości.
- Czego chciałaś tam nalać suko? - wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Wina - powiedziała drżącym głosem.
Deamon zaśmiał się, śmiechem mrożącym krew w żyłach.
- Ależ oczywiście. A poza tym?- spytał łagodnym głosem, niepasującym do siły z jaką ściskał jej rękę.
- Nic? - wysapała.
- Ach skoro nie wiesz, to może to sprawdzimy? - Podał jej kieliszek. - Pij.
Spojrzała na niego z strachem, ale posłuchałam.
- Czy teraz wiesz już co mi dolałaś do picia, kurwo?
- Tak.
-Co? - Nie zwalniał uścisku z jej ręki. Pochylił się tak, że ich twarze dzieliły centymetry.
- Afrodyzjak. - Mocniej ścisnął jej rękę.
Pomyślałam że muszę uciekać. Spróbowałam. Nic.
Chwycił ją.
Znowu próbowałam, ale byłam coraz to bardziej roztrzęsiona.
Rzucił. O ścianę.
Nie mogłam się skupić. Tak bardzo chciałam uciec, ale byłam sparaliżowana strachem.
Ponownie chwycił. I rzucił na łóżko.
NIE! Wrzasnełam w duchu.
Tak. Odpowiedział spokojnie i wyrzucił mnie z swojej głowy.
Rozdział dziewiętnasty
Przepraszam za to że trochę ostatnio nawalam, ale w szkole mam niezły zapierdziel. Ponownie proszę o powiedzenie mi czy chcecie rozdziały plus 18.
Ocknęłam sie na parapecie. Nadal było mi trochę nie dobrze. Muszę pogadać z Tayem.
Szybko zbiegłym po schodach na dół i już miałam zapukać do pokoju chłopaków, gdy usłyszałam głosy dochodzące z dołu.
- Jak się czytało? - zapytał Trawis. Sziedziel z Tayendem na kanapie przytuleni.
- Nie czytałam - odpowiedziałam, siadając. Na zdziwione spojrzenia odpowiedziałam. - Zresztą kiedy miałam to zrobić?
- Może przez te 40 minut, które spędziłaś sama w pokoju - stwierdził Tayend.
Siedziałam przez 40 minut? Jak? Przecież byłam w innym ciele. W związku z tym powinnam wrócić do czasu wyjściowego. Ale z drugiej strony, zawsze kiedy byłam w drugim ciele, byłam także w innym wszechświecie. Może tutaj działało to inaczej. Szczególnie, że ciało tego mężczyzny tak jakby tylko odwiedzałam, a nie perzejmowałam nad nim kontroli
-Nie ważne. Spotkałam tego człowieja z mojego snu. - Widząc ich zdziwienie powiedziałam. - No w sumie to nie do końca...
Opowiedziałam im o wszystkim co się wydarzyło po drodze do stajni i w niej.
- Ciekawe - powiedział Trawis. - Ale nadal prawie nic nam nie mówiące.
- Wiem. Choć możliwe że skoro wydarzyło się to raz, to wydarzy się jeszcze. - Drugą część wypowiedzi chyba mówiłam bardziej do siebie niż do nich.
- Tak się zastanawialiśmy - powiedział Trawis. - Czy może chciałabyś umówić się z naszym kolegą?
- Nie rozumiem. Umówić się tak po przyjacielsku czy na randkę?
Spojrzeli na siebie nawzajem.
- Na randkę - powiedzieli chórem i uradowani tym, dali sobie całusa.
- No nie wiem. Mamy teraz całą tą zagadkę z monetą i sama nie wiem czy chcę się z kimś teraz spotykać.
- Wiesz jednak że lat ci nie ubywa, a zalotników tak? - zapytał Traw.
- Nie żeby coś, ale mam chyba jeszcze trochę czasu.
- Tak właściwie to ile ty masz lat? - spytał Tayend.
- Siedemnaście - odpowiedziałam.
- W takim razie widzisz! Nie możemy pozwolić żebyś została starą panną. Zresztą już powiedziałem że tak. - Trawis puścił mi oko.
Rozdział osiemnasty
Po rozmowie z Tayendem, poszłam do swojego pokoju. Pożyczyłam od niego książkę o magi, by samodzielnie poszukać jeszcze jakiś wskazówek. Usiadłam na parapecie i przykryłam się kocem. Otworzyłam książkę, lecz coś za oknem przykuło moją uwagę. Nie wiem co to było, ponieważ już po chwili nie siedziałam na parapecie, tylko stałam na werandzie domu, stojącego na terenie jakiegoś dworu. Wyciągnełam z kieszeni paczkę papierosów i sięgnęłam po jednego. Pstryknęłam palcami. Poczułam falę elektryczności przechodzącą przez moją rękę, nad moimi palcami pojawił się płomień. Zauważyłam, że długie paznokcie miałam pomalowane na czarno. Zapaliłam papierosa i ruszyłam przed siebie.
Powoli odnajdowałam się w sytuacji. Zdążyłam już stwierdzić, że nie jestem w swoim ciele. Mało tego - ciało, w którym byłam należało do mężczyzny. Widziałam to co on i słyszałam, jednak moje połączenie z nim było słabe. Po części mogłam też korzystać z jego zmysłu czucia, lecz odczucia były niewyraźne i niepełne.
Po dłuższej chwili wędrówki ujrzałam zarys stajni. Dwóch stajennych chciało nas zatrzymać jednak właściciel ciała poprostu skinął im głową i minął ich. Otworzył ciężkie, szerokie drzwi. Spodziewałam się usłyszeć nasze kroki, tak jak stajennych wchodzących spowrotem do stajni. Jednak nic takiego się nie stało, poruszał się całkowicie bezgłośnie. Doszliśmy już prawie do końca, gdy mężczyzna zatrzymał się przed jednym z boksów. Z jego głębi wyzierały na nas ślepia prawdziwej besti. Koń musiał mnieć ponad 180cm. Wzrost nie spotykany. Już sam w sobie robił wrażenie. Zwierze musiało być magiczne. Zarówno jego oczy, jak i sierść były zupełnie czarne. Koń posiadał długą lekko kręconą grzywę i szlachetnie wykrojoną głowę. Na widok przybysza nozdrza osadzone na lekko garbatym nosie, znacznie się rozszeżyły.
- Nie powinien pan podchodzić tak blisko! - wrzasnął jeden z przerażonych pracowników.
Bestia zareagowała błyskawicznie, sycząc i obnarzając na niego, swoje zęby. Posiadał szereg ostrych, jak brzytwa kłów. Nawet przez spojrzenie kogoś innego poczułam lęk przed tym stworzeniem.
- Zabraniasz mi podchodzić do mojego konia? - W jego głosie usłyszałam pogardę. Mogłam się założyć że od chłodu w jego głosie facetowi zrobiło się zimno. Ten głos, nie sądzę by dało się go zapomnieć. To był człowiek z mojego snu.
- Przepraszam pana bardzo. - Zrobiło mi się go szkoda. Ewidentne drżał z strachu.
- Powiedz mi. Ile daliście mu jedzenia?
- Dwie miarki proszę pana. - O ile zakład że ten stajenny miał pełno w gaciach?
- Czego? Owsa?- Prychnął z pogardą.- Nie odpowiadaj nawet. Kurwa. Czy w tym miejscu nikt nie umie nawet nakarmić koni?
- Ja... My... Panie... T-ten k-który go k-karmił leży t-teraz u... M-medyka. - Podziwiam go za powiedzenie tego zdania, był tak blady że chyba sam powinien teraz pójść do lekarza. O ile nawet nie do kostnicy.
- U medyka? - Zauważył krew na boksie. - Czyli jednak nie jadł tylko owsa. Dobrze. A teraz zjeżdżaj mi z oczu. - Odwrócił się w stronę konia. Po zobaczeniu czerwonej posoki cały czas czułam silne mdłość. Czas się stąd zmywać. Użyłam swoich umiejętności przeniesienia.
Rozdział siedemnasty
Po chwili byłam już w naszym domu w Dormie. Wiedząc że oboje są w pokoju Taya. Uznałam że nie będę im przeszkadzać. (Bądź mojemu mózgu w poprawnym funkcjoronowaniu, po tym co bym tam zobaczyła) Poszłam więc do bióra. Był tam laptop. Kto wie co może mi powiedzieć wszechwiedzący internet.
Kiedy weszłam do środka, moją uwagę przykuła kolecja książek. Jedna z nich nosiła tytul ,,Podstawy magi natury - pradawna wiedza". Boże czy to jakiś odpowiednik poradników o poprawnym życiu z naszego świata?
Tom był wielki. Oprawiony w brązową skórę z wygrawerowanymi na złoto literkami. To ma jakieś 1200 stron! I to są te PODSTAWY?
Zajrzałam na spis treści. ,,magiczne przedmioty" czy ,,natchnienie przedmiotów magią"? Oba mają z jakieś 100 stron. Zabijcie mnie.
Po czterdziestu stronach mordęgi i braku informacji, uznałam że potrzebuję odpoczynku. Rozejrzałam się po biurze. Tylna ściana pokryta jest półkami, wykonanymi z ciemnego drewna. Ciężkie, duże biurko (tak, że mogłabym na nim spać). Dwa skórzane, czarne fotele, postawiono naprzeciwko siebie. Prawą ścianę pomalowano na złoto. Duże przestronne okno po lewej także zrobiono w tym kolorze. Dywan wykonano z miękkiego, czarnego, króliczego futerka. Nie przepadam za futrami, ale biorąc pod uwagę to że biuro należało do wilka, mogłam to zrozumieć.
Drzwi otworzyły się i do pomieszczenią wszedł Tayend.
- Kiedy ostatnio sprawdzałem, to biuro należało jeszcze do mnie - stwierdził, siadając w fotelu naprzeciw mnie.
- Czasami zapominam jak bardzo psi jesteś - powiedziałam z śmiechem. - Mam nadzieję że nie sprawdzałeś przynależności pokoju, po tym jak go oznaczyłeś.
- O dziwo wiem o czymś takim jak łazienka.
Dopiero teraz przyjrzałam mu się dokładniej. Białą koszulę miał pogniecioną, fryzurę w nieładzie, w dodatku jego ukochane puchate kapcie gdzieś się zapodziały.
- Ciężki dzień? - Głową wskazałam na jego ubiór.
- Nie wiem. Może ty mi to powiesz? - Jak to jest, że to stworzenie wie o wszystkim zanim nawet zdąży się zacząć mu o tym wspomnieć. Myślę czasami czy to przypadkiem on nie jest jasnowidzem z naszej dwójki.
Opowiedziałam mu o śnie i monecie, prubując przypomnieć sobie o każdym szczególe.
- Ciekawe. Znałem kiedyś specjalistę od talizmanów. - Jakże by inaczej. - Sam jednak nie zbyt się na tym znam. Wiem jednak że gdyby pokazać monetę, komuś kto wie od nas tym więcej. Możnaby określić jaki czar na nią rzucono.
- Tyle że monety brak.
- Owszem. Zakładając jednak że miała ona zadziałać na ciebię. Myślę że można by po zbadaniu nie monety, a twojej osoby odnieść taki sam efekt.- Czasami naprawdę zadziwiał mnie swoją spostrzegawczością.
- Jeżeli znowu coś takiego mi się przyśni to na co mam zwrócić uwagę?- Była to chyba jedyna pożyteczna rzecz, którą mogłabym zrobić w tej sytuacji.
- Wszystkiego. Ja w tym czasie spróbuje znaleść kogoś, kto nam pomorze.- Uśmiechnął sie do mnie pokrzepiająco. - Tymczasem wracam do mego mężczyzny.
niedziela, 23 listopada 2014
Rozdział szesnasty
Obudziłam się zdezorientowana. Przewróciłam się na drugi bok i poczułam że trzymam coś w ręce. Złota moneta. Jak to możliwe że coś co dostałam we śnie posiadam teraz? Gdyby to był Dorm, można było by to jakoś wytłumaczyć. Tylko że uczona nas, iż nie można nic przenosić między naszymi wszechświatami. Nie mogłam pojąć co się wydarzyło. Pewne jednak było to że: 1. Komuś bardzo zależało bym dostała tą monetę. 2. Osoba ta musi być, albo bardzo potężnym magiem, albo posiadać wielkie wpływy. 3. Na pewno nie fatygował się tak bardzo by sprawić mi prezent.
Chciał też bym nie zauważyła że mi go daje. Wątpię też by to on wybudził mnie z snu. Miało to o tyle znaczenie że mogłabym zostawić podarunek, gdybym tylko zechciała. W związku z tym chodziło tylko o to bym go dotchnęła.
Tylko po co cały ten zachód? Tworzenie burzy i taniec. Czy mogło to pozostać bez znaczenia? Raczej nie.
Cholera. Nic nie rozumiałam i nie miałam pomysłu co dalej z tym zrobić. Przewijałam w głowie miejsca i osoby, które mogłyby okazać się przydatne. Tayend! Skoro wiedział o tyle o przepowiedniach, to może i o innych sprawach tego typu. Mało tego, dzięki swojej pracy znał dużo osób związanych z magią.
Jak pokazać mu jednak monetę? Pomimo tego że mój darca potrafił przezucac przedmioty między Dormem, a ziemią, ja tego nie potrafiłam. Cholera by to wzięła! Czy mógł wiedzieć że jestem teraz w swoim świecie? Mało prawdopodobne, ale na tyle upszykrzające życie bym była skora w to uwierzyć. Zresztą, no ludzie! Mam być na tego kogoś wściekła za danie mi monety? Miałabym przynajmniej dobry powód.
Nadal zostaje jednak problem jak mu ją pokazać. Mogę ją mu opisać, ale run na pewno nie zapamiętam. Zrobić rysunek? Durny pomysł bo do Dormu przenieść go nie dam rady, a zrobić tam także nie. Cholera, cholera, cholera.
I tak nie mam teraz lepszego pomysłu, co z tym wszystkim zrobić. Poprostu pójdę porozmawiać z chłopakami i razem może coś wymyślimy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)