wtorek, 25 listopada 2014

Rozdział dwudziesty

Szykowałam się na wyjście do kina z Jess i Tomem, gdy nagle to poczułam. Znowu to samo uczucie z parapetu.

Stałam na środku przyciemnionego pokoju. W tle ględziła jakaś kobieta. Spojrzeliśmy na nią niechętnie. Zauważyłam że ma na sobie sukienkę, która zakrywała tyle, że równie dobrze mogłoby jej tam nie być.

- Deamonie musimy kiedyś zjeść razem kolację i może od razu śniadanie. - Spojrzała na niego spod rzęs, nieudolnie imitując uwodzenie.

Poczułam przypływ jego pogardy dla niej. Próbowała się przed nim wdzięczyć jak gdyby sądziła że wywrze tym jakiekolwiek wrażenie.

Suka.

Po raz pierwszy usłyszałam jego myśl. Połączenie przybierało na sile.

Kobieta dalej coś ględziła, ale chyba oboje jej nie słuchaliśmy. Deamon. Więc tak ma na imię. Rozglądał się teraz znudzony po pokoju. Na ścianie wisiało duże lustro.

Och, więc lubi patrzyć? Świetnie, kurwa.

Znowu te jego myśli. Na co patrzeć?

Deamon znowu spojrzał w lustro. Cholera, był powalający. Wysoki, szeroki w ramionach i wąski w biodrach. Pomimo dość dużej ilości ubioru, widać było, że często ćwiczy i dba o siebie. Złotawa barwa skóry idealnie komponowała się z brązowo-czarnymi włosami. Posiadał prosty nos, wysoko osadzone kości policzkowe i uwydatnioną linię szczęki. I te oczy. Ciemno-fioletowe ze złotymi plamkami, patrzyły drapieżnie. Odchylił delikatnie głowę do tyłu i spojrzał wyzywająco, wykrzywił usta w półuśmiechu.

Podoba się?

Znowu usłyszałam jego myśli.

- Napijesz się wina? - zapytała kobieta.

- Z chęcią. - Nie wiem czy robił to z grzeczności, czy chciał po prostu umilić sobie jakkolwiek ten wieczór.

Idąc po wino, specjalnie się o niego otarła. Zesztywniał i poczułam, że po jego ciele przebiegły dreszcze. Ze wściekłości zacisnął pięści, ale siłą woli powstrzymywał się od użycia siły.

Zaczeła mu nalewać wina, gdy poczuliśmy ostrawy zapach. Deamon bez wątpienia miał świetny węch. Niecałą sekundę potem znalazł się przy niej, chwytając jej rękę w żelaznym uścisku. Drżał z wściekłości.

- Czego chciałaś tam nalać suko? - wysyczał przez zaciśnięte zęby.

- Wina - powiedziała drżącym głosem.

Deamon zaśmiał się, śmiechem mrożącym krew w żyłach.

- Ależ oczywiście. A poza tym?- spytał łagodnym głosem, niepasującym do siły z jaką ściskał jej rękę.

- Nic? - wysapała.

- Ach skoro nie wiesz, to może to sprawdzimy? - Podał jej kieliszek. - Pij.

Spojrzała na niego z strachem, ale posłuchałam.

- Czy teraz wiesz już co mi dolałaś do picia, kurwo?

- Tak.

-Co? - Nie zwalniał uścisku z jej ręki. Pochylił się tak, że ich twarze dzieliły centymetry.

- Afrodyzjak. - Mocniej ścisnął jej rękę.

Pomyślałam że muszę uciekać. Spróbowałam. Nic.

Chwycił ją.

Znowu próbowałam, ale byłam coraz to bardziej roztrzęsiona.

Rzucił. O ścianę.

Nie mogłam się skupić. Tak bardzo chciałam uciec, ale byłam sparaliżowana strachem.

Ponownie chwycił. I rzucił na łóżko.

NIE! Wrzasnełam w duchu.

Tak. Odpowiedział spokojnie i wyrzucił mnie z swojej głowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz