wtorek, 25 listopada 2014

Rozdział siedemnasty

Po chwili byłam już w naszym domu w Dormie. Wiedząc że oboje są w pokoju Taya. Uznałam że nie będę im przeszkadzać. (Bądź mojemu mózgu w poprawnym funkcjoronowaniu, po tym co bym tam zobaczyła) Poszłam więc do bióra. Był tam laptop. Kto wie co może mi powiedzieć wszechwiedzący internet.

Kiedy weszłam do środka, moją uwagę przykuła kolecja książek. Jedna z nich nosiła tytul ,,Podstawy magi natury - pradawna wiedza". Boże czy to jakiś odpowiednik poradników o poprawnym życiu z naszego świata?

Tom był wielki. Oprawiony w brązową skórę z wygrawerowanymi na złoto literkami. To ma jakieś 1200 stron! I to są te PODSTAWY?

Zajrzałam na spis treści. ,,magiczne przedmioty" czy ,,natchnienie przedmiotów magią"? Oba mają z jakieś 100 stron. Zabijcie mnie.

Po czterdziestu stronach mordęgi i braku informacji, uznałam że potrzebuję odpoczynku. Rozejrzałam się po biurze. Tylna ściana pokryta jest półkami, wykonanymi z ciemnego drewna. Ciężkie, duże biurko (tak, że mogłabym na nim spać). Dwa skórzane, czarne fotele, postawiono naprzeciwko siebie. Prawą ścianę pomalowano na złoto. Duże przestronne okno po lewej także zrobiono w tym kolorze. Dywan wykonano z miękkiego, czarnego, króliczego futerka. Nie przepadam za futrami, ale biorąc pod uwagę to że biuro należało do wilka, mogłam to zrozumieć.

Drzwi otworzyły się i do pomieszczenią wszedł Tayend.

- Kiedy ostatnio sprawdzałem, to biuro należało jeszcze do mnie - stwierdził, siadając w fotelu naprzeciw mnie.

- Czasami zapominam jak bardzo psi jesteś - powiedziałam z śmiechem. - Mam nadzieję że nie sprawdzałeś przynależności pokoju, po tym jak go oznaczyłeś.

- O dziwo wiem o czymś takim jak łazienka.

Dopiero teraz przyjrzałam mu się dokładniej. Białą koszulę miał pogniecioną, fryzurę w nieładzie, w dodatku jego ukochane puchate kapcie gdzieś się zapodziały.

- Ciężki dzień? - Głową wskazałam na jego ubiór.

- Nie wiem. Może ty mi to powiesz? - Jak to jest, że to stworzenie wie o wszystkim zanim nawet zdąży się zacząć mu o tym wspomnieć. Myślę czasami czy to przypadkiem on nie jest jasnowidzem z naszej dwójki.

Opowiedziałam mu o śnie i monecie, prubując przypomnieć sobie o każdym szczególe.

- Ciekawe. Znałem kiedyś specjalistę od talizmanów. - Jakże by inaczej. - Sam jednak nie zbyt się na tym znam. Wiem jednak że gdyby pokazać monetę, komuś kto wie od nas tym więcej. Możnaby określić jaki czar na nią rzucono.

- Tyle że monety brak.

- Owszem. Zakładając jednak że miała ona zadziałać na ciebię. Myślę że można by po zbadaniu nie monety, a twojej osoby odnieść taki sam efekt.- Czasami naprawdę zadziwiał mnie swoją spostrzegawczością.

- Jeżeli znowu coś takiego mi się przyśni to na co mam zwrócić uwagę?- Była to chyba jedyna pożyteczna rzecz, którą mogłabym zrobić w tej sytuacji.

- Wszystkiego. Ja w tym czasie spróbuje znaleść kogoś, kto nam pomorze.- Uśmiechnął sie do mnie pokrzepiająco. - Tymczasem wracam do mego mężczyzny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz