wtorek, 25 listopada 2014

Rozdział dwudziesty-pierwszy

Byłam roztrzęsiona przez to co przed chwilą widziałam. Z nerwów zaczęła mnie boleć głowa. Nie chcąc rozczarować przyjaciół i zdobyć trochę czasu na zapanowanie nad emocjami, przeniosłam się do Dormu. Była wczesna noc i chłopcy już zapewne spali.

Zeszłam na dół i ubrana w piżamę, wyszłam na taras. Usiadłam na jego brzegu i rozejrzałam się dookoła. Ogród był otoczony drzewami. Posadzono tu krzaki białych i żółtych róż. Pod płotem stała dwuosobowa chuśtawka. Uznałam że lepiej się przenieść na nią. Trawa łaskotała moje nagie stopy, było tu tak spokojnie. Usiadłam po turecku na chłodnym drewnie i zaczęłam się delikatnie chuśtać. Starałam się nie myśleć o niczym, poprostu próbowałam się uspokoić.

Czemu chciała go nafaszerować afrodyzjakiem? Wydawało mi się to okropne i okrutne. Choć wolałam nie wiedzieć co się stało z kobietą, to umiałam zrozumieć zachowanie Deamona. Tylko co on tam robił? Skoro tak nią gardził to czemu spędzał z nią czas? Musiał? Westchnęłam. Chyba nie uda mi się tego zrozumieć. Może mogłam go o to spytać? Nie, to raczej nie był dobry pomysł.

Musiałam przysnąć, ponieważ obudziłam się lekko zdezorientowana i księżyc zdążył już zmienić swoją pozycję na niebie.

Naszła mnie myśl, by sprawdzić co u Deamona.

Leżał w łożku wyraźnie obolały. Nie mogłam jednoznacznie ustalić skąd dochodził ból, ale był wyjątkowo silny.

-Znwo ty? - zapytał w myslach.

Przez chwilę nie wiedziałam co odpowiedzieć, wię zdecydowałam się na najprostrzą wersję.

- Tak.

- Spodziewałem się, że po tym co zobaczyłaś nie wrócisz za szybko. O ile w ogóle.

- Chciałam się o coś zapytać, to dlatego tu jestem. - Choć rzeczywiście byłam poprostu ciekawa co wydarzyło się po moich odwiedzinach.

- Dobrze, o co chciałaś spytać?- Zdziwiła mnie jego łagodność w tej chwili, oraz to, że był skory mi odpowiedzieć. - Po tym wszystkim co zafundowałem twojej osobie, myślę, że jestem ci coś winien.

- Ta moneta, ta którą dałeś mi we śnie. Po co to zrobiłeś?

- Dałem ci medalion? Uznajmy że miałem swoje powody, ale to już nie ważne. - Czyli jednak nie jest skory mi odpowiedzieć.

- Dla mnie tak. Szczególnie, że nagle dość często pojawiam się w głowie obcego mężczyzny. - Wyczułam jego irytacje.

- A myślisz że mnie cieszy ktoś obcy w moim ciele? - Wow, ktoś tu jest nerwowy. - Posłuchaj, o ile nie posiadasz umiejętności uzdrawiania, to spieprzaj z łaski swojej.

Cholera czy uda mi się coś z niego wyciągnąć?

- Nie liczyłbym na to.

- Słyszysz moje myśli?

- Od jakiegoś czasu, tak.- Cholera, cholera, cholera! Co innego moje myśli skierowane do niego, ale tak? Niezbyt komfortowo się z tym czułam.

- Witaj w drużynie w takim razie. - Wydawał się rozbawiony moim skarżeniem się.

- Nie ważne. Masz na imię Deamon, prawda? - Wydawał mi się to jedyny w miarę neutralny i szybki do wymyślenia temat.

- Skoro ktoś do mnie tak mówił to raczej tak - prychnął. Ciężki człowiek.

- Człowiek nie, co do reszty... To czy masz rację, nie wnikam. A jak ty masz na imię? - Poczułam że delikatnie bada mój umysł.

- Won z ręk... Z mózgiem od mojego. Na imię mam Amy. - O co jeszcze mogłabym zapytać?- To zwierze z stajni. To twój koń?

- Tak. Nazywa się Daham. - Czułam, że Deamonowi mocno doskwiera ból i że rozmową próbuje odwrócić swoją uwagę od niego.

- Jest... Piękny - powiedziałam w sumie prawdę, pomijając tylko moje inne spostrzeżenia.

- Hah. Tak poprostu piękny? Bez żadnego przerażający, bądź potworny? - Wydaje mi się, że było z nim trochę gorzej i nie mógł się skupić na tyle by odczytywać moje prywatne myśli.

- Jest trochę straszny, ale w stosunku do ciebie wydawał się przyjazny.- To także była prawda, w jego spojrzeniu skierowanemu na właściciela widziałam oddanie i zaufanie.

- Przyjazny. Tak, możliwe.- Wydaje mi się, że już trochę odpływał.

- Chyba dam ci już odpocząć. - stwierdziłam czując się także senna. Tyle tylko, że ja mogłam uciec od jego bólu i pójść spokojnie spać. Wpadłam na pewną szaloną i zupełnie niebespieczną myśl. - Czy ty umiałbyś przenieść się do mojego ciała?

- Um? Tak, chyba tak. - Choć sama nie wiem czy rzeczywiście miałby problemy z snem w związku z bólem. Był taki zmęczony.

- Może wolałbyś odpocząc w moim ciele? - To było dziwne. - Wiesz ja nie jestem tak obolała, jak ty. Może byłoby ci wygodniej. - Zresztą w tym stanie wydawał się taki bezbronny.

Był zdziwiony moją propozycją, ale spróbował się przeniść do mnie. Pomogłam mu i już po chwiki siedzieliśmy na chuśtawce. Deamon był zdziwiony naszym otoczeniem, ale siedział cicho. Na dworzu było zimno i nie zdziwię się jeżeli przez to siedzenie tu, przeziębię się. Zawlokłam nas do łóżka. Usypiałam już, gdy w mojej głowie odezwał się głos.

- Dziękuję Amy.

Potem usneliśmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz