- Wiesz dobrze że słychać że nie śpisz?
Zdziwiona spojrzałam w prawo skąd dochodził głos. Obok łóżka siedział przystojny czarnoskóry męszczyzna i patrzył na mnie przyjaźnie się uśmiechając.
- Hej. Nazywam się Trawis i będę dziś państwa obsługiwał. Coś do picia?
Wow. Czy mi się wydaje czy on próbował imitować głosem kelnerkę? Zresztą nie ważne skoro podał mi tak upragnione przeze mnie w tym momencie picie. Pochyliłam się do przodu, aby wziąć od niego szklankę i od razu tego pożałowałam. Ból głowy był prawie nie do zniesienia. Teraz szczerzył się już na całego.
-Przeżycia po starciu z Tayendem jak sądzę magiczne.
Chyba mu zaraz własnoręcznie zedrę ten uśmiech z twarzy. Wzięłam łyk wody i wtedy do mnie dotarło. Krztusząc się zdołałam wydusić:
- Czekaj to coś co mnie tak urządziło ma na imię Tayend?!?
- To COŚ uratowało ci życie.-Teraz Trawis już się nie uśmiechał.- Choć w sumie to się jeszcze okaże.
Super! Czyli zawdzięczam jakiejś besti życie?!?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz