niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział szesnasty

Obudziłam się zdezorientowana. Przewróciłam się na drugi bok i poczułam że trzymam coś w ręce. Złota moneta. Jak to możliwe że coś co dostałam we śnie posiadam teraz? Gdyby to był Dorm, można było by to jakoś wytłumaczyć. Tylko że uczona nas, iż nie można nic przenosić między naszymi wszechświatami. Nie mogłam pojąć co się wydarzyło. Pewne jednak było to że: 1. Komuś bardzo zależało bym dostała tą monetę. 2. Osoba ta musi być, albo bardzo potężnym magiem, albo posiadać wielkie wpływy. 3. Na pewno nie fatygował się tak bardzo by sprawić mi prezent.

Chciał też bym nie zauważyła że mi go daje. Wątpię też by to on wybudził mnie z snu. Miało to o tyle znaczenie że mogłabym zostawić podarunek, gdybym tylko zechciała. W związku z tym chodziło tylko o to bym go dotchnęła.

Tylko po co cały ten zachód? Tworzenie burzy i taniec. Czy mogło to pozostać bez znaczenia? Raczej nie.

Cholera. Nic nie rozumiałam i nie miałam pomysłu co dalej z tym zrobić. Przewijałam w głowie miejsca i osoby, które mogłyby okazać się przydatne. Tayend! Skoro wiedział o tyle o przepowiedniach, to może i o innych sprawach tego typu. Mało tego, dzięki swojej pracy znał dużo osób związanych z magią.

Jak pokazać mu jednak monetę? Pomimo tego że mój darca potrafił przezucac przedmioty między Dormem, a ziemią, ja tego nie potrafiłam. Cholera by to wzięła! Czy mógł wiedzieć że jestem teraz w swoim świecie? Mało prawdopodobne, ale na tyle upszykrzające życie bym była skora w to uwierzyć. Zresztą, no ludzie! Mam być na tego kogoś wściekła za danie mi monety? Miałabym przynajmniej dobry powód.

Nadal zostaje jednak problem jak mu ją pokazać. Mogę ją mu opisać, ale run na pewno nie zapamiętam. Zrobić rysunek? Durny pomysł bo do Dormu przenieść go nie dam rady, a zrobić tam także nie. Cholera, cholera, cholera.

I tak nie mam teraz lepszego pomysłu, co z tym wszystkim zrobić. Poprostu pójdę porozmawiać z chłopakami i razem może coś wymyślimy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz