-Przerwa jest czymś wspaniałym. Koniec lekcji cudem. Początek weekendu równie dobrze mógł by być moim bogiem - mówił Tom, z ustami pełnymi ciastek, zrobionych przez Jess. Dziś jej dzień na robienie śniadania. Mamy taki układ, że co poniedziałek ktoś z nas robi śniadanie reszcie.
-Załóż nową religie i czcij w niej czas wolny - stwierdziłam, ze śmiechem.
-Ok, ale najpierw, będę czcił te ciastka modlitewnie, wżerając wszystkie - Jak się okazuje, jego usta mogły pomieścić jeszcze więcej i nadal nadawać się do rozmowy. Fascynujące.
Spojrzeliśmy na naszą koleżankę która dziś wydawała się lekko mówiąc, nieobecna.
-Jessy coś się stało? -?Tom wszedł już w tryb "uratuję cię od smutku moją osobą". Nie wiem czy żałować czy się cieszyć, że ja w ofercie takowego trybu nie posiadam.
-Mama chce by jej chłopak się do nas wprowadził z synem.- Dziewczyna nie ma nic do nowej miłości swojej mamy, ale już do jego syna tak. Zresztą kto by nie miał? Dzieciak nadaje się tylko do utylizacji.
-Kiedy? - spytaliśmy chórem z Tomem i spejrzeliśmy na siebie rozbawieni.
-Za dużo czasu chyba spędzamy razem. Wiesz dobrze, że jak idiota jeszcze raz czegoś spróbuje to mu nakopie? - wiedziałam, że Tom i nakopywanie komuś jest tak możliwe, jak Putin przebrany za świetego Mikołaja i rozdający polskie jabłka dzieciom, ale o dziwo nasza przyjaciółka wydała się być pocieszona jego obietnicą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz