Ocknęłam sie na parapecie. Nadal było mi trochę nie dobrze. Muszę pogadać z Tayem.
Szybko zbiegłym po schodach na dół i już miałam zapukać do pokoju chłopaków, gdy usłyszałam głosy dochodzące z dołu.
- Jak się czytało? - zapytał Trawis. Sziedziel z Tayendem na kanapie przytuleni.
- Nie czytałam - odpowiedziałam, siadając. Na zdziwione spojrzenia odpowiedziałam. - Zresztą kiedy miałam to zrobić?
- Może przez te 40 minut, które spędziłaś sama w pokoju - stwierdził Tayend.
Siedziałam przez 40 minut? Jak? Przecież byłam w innym ciele. W związku z tym powinnam wrócić do czasu wyjściowego. Ale z drugiej strony, zawsze kiedy byłam w drugim ciele, byłam także w innym wszechświecie. Może tutaj działało to inaczej. Szczególnie, że ciało tego mężczyzny tak jakby tylko odwiedzałam, a nie perzejmowałam nad nim kontroli
-Nie ważne. Spotkałam tego człowieja z mojego snu. - Widząc ich zdziwienie powiedziałam. - No w sumie to nie do końca...
Opowiedziałam im o wszystkim co się wydarzyło po drodze do stajni i w niej.
- Ciekawe - powiedział Trawis. - Ale nadal prawie nic nam nie mówiące.
- Wiem. Choć możliwe że skoro wydarzyło się to raz, to wydarzy się jeszcze. - Drugą część wypowiedzi chyba mówiłam bardziej do siebie niż do nich.
- Tak się zastanawialiśmy - powiedział Trawis. - Czy może chciałabyś umówić się z naszym kolegą?
- Nie rozumiem. Umówić się tak po przyjacielsku czy na randkę?
Spojrzeli na siebie nawzajem.
- Na randkę - powiedzieli chórem i uradowani tym, dali sobie całusa.
- No nie wiem. Mamy teraz całą tą zagadkę z monetą i sama nie wiem czy chcę się z kimś teraz spotykać.
- Wiesz jednak że lat ci nie ubywa, a zalotników tak? - zapytał Traw.
- Nie żeby coś, ale mam chyba jeszcze trochę czasu.
- Tak właściwie to ile ty masz lat? - spytał Tayend.
- Siedemnaście - odpowiedziałam.
- W takim razie widzisz! Nie możemy pozwolić żebyś została starą panną. Zresztą już powiedziałem że tak. - Trawis puścił mi oko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz