Od mojej rozmowy z Tayendem minęły dwa tygodnie. Wybrałam ich. Fakt że u łowców miałam wolną rękę i informowałam tylko o zwłokach, nigdy nie był mi cenniejszy. Rozpłynięcie się nie stanowiło w związku z tym problemu. Oczywiście konto także było bezużyteczne. Pobranie z niego pieniędzy stanowiłoby automatycznie wydanie swojego położenia. Na szczęście chłopcy nie narzekali. Za pomaganie im w domu i przy patrolach mogłam mieć wszystko czego potrzebowałam.
Późnym popołudniem patrolowałam wraz z Trawisem okolice.
-Tak z czystej ciekawości czym oni cię tam karmili? - Śmiał się widząc to jak łapczywie zjadam kanapkę.
-Chodzi ci na szkoleniach? Bo tak to sama się żywiłam.
-Tak, może być na szkoleniach. - Zaśmiał się i oddał mi przy okazji swój podwieczorek.
-To gównem tak szczerze - powiedziałam wgryzając się w jabłko, które mi podał.
Sielankę przerwał wrzask. Spojerzeliśmy na siebie i ruszyliśmy sprintem w tamtą stone. Parędziesiąt metrów od celu zwolniliśmy. Trawis ze swoim idealnym słuchem, informował mnie na migi o odległości.
Dwóch mężczyzn stało obok kobiety z nożem na jej gardle. Rzuciłam okiem na Trawisa. Choć przy ludziach nie mógł sie przemienić to nawet w tej formie był bardzo szybki i umiał walczyć.
Wskazał bym zaszła ich od lewej, on sam wziął prawą.
-Oddawaj pieniądze, komórkę i wszystko co masz wartościowego, to może cię nie zajebiemy.
W tym momencie jeden z oprychów mnie zobaczył. Nie było sensu się ukrywać i tak wezmą mnie za małe zagrożenie, a przy odrobinie szczęścia oderwę ich uwagę od dziewczyny i Trawisa. On miał więkrzą szanse się podkraść, w dodatku nie chcieliśmy by ich ofiara dodatkowo stała się zakładnikiem.
-No proszę, ty też szukasz wrażeń, mała? - odezwał się ten stojący przy dziewczynie.
-Ja? Wypraszam sobie to mała, ale tak. Szukam wrażeń. -Trawis miał umiejętnoś pojawiania się i znikania, kiedy tylko chciał, pozostając zupełnie niezauważonym. To był ten moment. Po wypowiedzeniu tych słów chwycił napastnika za rękę, tak by nie mógł wbić ostrza w szyję kobiety i uderzył go pięścią w tył głowy. Ja w tym czasie ruszyłam na drugiego. Wymierzyłam mu cios w szczękę. Uderzenie było udane. Choć wydaje mi się, że większy efekt osiągneło zdziwienie. Wykorzystałam to i wykonałam dwa uderzenia lewą ręką w brzuch. Prawą chwyciłam jego ramię częściowo go unieruchamiając. Powturzyłam strzał w szczękę, który lekko zamroczył przeciwnika. Oburącz złapałam jego głowę i walnęłam nią o moje kolano. Znokałtowałam go.
Trawis popatrzył na mnie z uznaniem.
-No no. Zdążył w ogóle ci odpowiedzieć?
-Nie. Gdzie dziewczyna? - Rozejrzałam się i nigdzie jej nie widziałam.
-Zwiała, ale to lepiej dla nas. Nie mam ochoty na spotkanie z glinami. - Miał rację, ja też nie miałam na to ochoty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz