Po tym jak usiedliśmy do stołu dowiedziałam się że w domu mieszkają 4 osoby, a on sam należy do Trawisa i Tayenda. Żyją oni w związku od 3 lat, a mieszkają razem od dwóch. Dwie pozostałe osoby były tu tylko na chwile. Okazuje się, że wilkołaki żadko kiedy żyją w jednym miejscu, a moi gospodarze należą do tej nielicznej grupy i prowadzą coś na krztałt hotelu.
-Więc Jenny to twoja siostra? - spytałam Mike o jego towarzyszkę podróży.
-Nie do końca. - spojrzał w stronę kuchni gdzie Jenny i Trawis rozmawiali nalewając do szklanek picie. - Jen była dziewczyną mojego brata. Po tym jak został zamordowany przez łowców uznaliśmy, że to dobry pomysł by trzymać się razem.
Odkąd go poznałam nie zdarzyło się jeszcze by się do mnie uśmiechnął, teraz zrozumiałam czemu. W sumie powinno zdziwić mnie to, jak przyjaźni są dla mnie Tayend i Trawis, ale chyba już zdążyłam się do tego przyzwyczaić.
Nagle stało się, dawno już tego nie czułam więc nie byłam przygotowana na ten przebłysk. Od czasu do czasu miewam wizje. Nic specjalnego, kilku sekundowy wyrywek tego co się wydaży. Fakt że jestem łowcą, sprawia że posiadanie jakichkolwiek umiejętności magicznych staje się niebezpieczne. W związku z tym zrozumiałe jest raczej to, że próbuje je ukryć. Starałam zachowywć się naturalnie, kiedy przyszła wizja. Siedziałam na parapecie w pokoju na górze, w ręce miałam książkę, na dole widziałam ćwiczącego Tayenda. Widzicie? Nic szczególnego, ani pomocnego. Jednak kiedy wizja minęła zauważyłam że Tayend uważnie mi się przygląda.
-Amy, właśnie miałem ci zaproponować obejrzenie domu.
Coś jego wzroku mówiło mi, że nie mogę mu odmówić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz