John pojechał po Eda. W tym czasie, zdążyli wrócić rodzice.
- Cześć! - Przywitałam się z rodzicami, ale mama nawet nie zwróciła na to uwagi. Była zbyt przejęta opowiadaniem ojcu o czymś, on zaś skinął mi głową.
Mama mówiła zapewne o spotkaniu działaczek naszego miasta. Udzielała się tam dość mocno, oczywiście kreując naszą rodzinę na idealną i konserwatywną. Jak że by inaczej.
- Musimy jakoś wytrzewić tą zarazę. Mówiłam Mery by poszła z synem do księdza, a nie psychologa. Ci idioci nic nie rozumieją, tylko głaszczą po główkach. - Nadawała jak z karabinu maszynowego, skierowanego w stronę mojego cierpiącego ojca.
Chcąc go troche odciążyć spytałam:
- O co chodzi?
- O homoseksualistów córciu - wytłumaczył mi ojciec.
- Nawet nie wypowiadaj tego słowa w moim domu! Ci ludzie są chorzy, zboczeni i Bóg wie co jeszcze!- Czasami naprawdę nieznoszę swojej matki.
- Nie zgodzę się z tobą. - Cholera. Palnełam. Nie żeby to nie była prawda, wręcz przeciwnie, ale nie miałam teraz siły na dyskusje.
Oboje popatrzyli na mnie zdziwieni.
- A skąd taki wniosek?- spytała oburzona matka.
- Stąd, że nie widzę w tym nic złego. - Nie jestem jakoś chętna do sprzeczek rodzinnych. Tyle że fakt iż w tym momencie obrażała moich przyjaciół, przeważył szalę.
- Przecież nie znasz żadnego!
- Znam. - Osz kurwa. Tego nie musiała wiedzieć.
Matkę zatkało ojca zdziwiło i przez chwile panowała cisza.
- Skąd? - zapytała drżącym głosem. Boże mówi to tak jak bym powiedziała że przyjaźnię się z seryjnym mordercą. (Choć po części sama nim byłam, więc głupio by wyszło)
No właśnie. Ale skąd mogę znać jakiegoś geja? Z szkoły? Podejrzenia padły by na Toma i biedny miałby problem. (O bólu, nasze matki się znają.) Powiedzieć prawdę? Mieszkam z dwoma takimi, w innym wszechświecie. Taaaa, to zabrzmiałoby bardzo dobrze.
I kiedy już myślałam że ta cisza nigdy się nie skończy, do kuchni wparowali John z Edem. Przez naszą sprzeczkę, nawet nie zauważyliśmy, że weszli do domu.
- O co chodzi? - zapytał Eddie. Jest on średniego wzrostu. Posiada brązowe włosy i zielone oczy o intensywnym kolorze. Dodać do tego niski przyjemny głos i kwadratową szczęke i mamy bardzo pociągającego młodzieńca.
- Amy twierdzi że zna jakiegoś...- Chyba miała problem z przełknięciem tego słowa.
- Gejów - pomogłam jej.
Rzuciłam Johnowi błagające o pomoc spojrzenie. O dziwo z pomocą przyszedł mi Ed.
- No cóż, ja jestem homo. - Powiedział pewnym siebie głosem.
Mama prawie dostała zawału.
- No to my idziemy do pokoju. - John uznał, że jest to pora aby wiać.
Kiedy szli do pokoju, Eddie nachylił się w moją stronę, żeby wyszeptać.
- Nie ma za co mała.
Zapach jego perfum, bliskość i ton jakiego użył sprawiał że po moim ciele przeszły ciarki. Ciekawe czy się chociaż domyśla jaki ma na mnie wpływ.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz